Biznes

W tym roku już koniec z podatkami

Według wyliczeń Centrum Adama Smitha wczoraj (11 czerwca) wypadł Dzień Wolności Podatkowej. W teorii oznacza to, że od tego momentu Polacy zaczynają pracować na siebie, a nie na państwo. W ciągu 22 lat okres pracy tylko na  zapłacenie podatków i danin skrócił się tylko o trzy tygodnie.

Przeciętny polski podatnik prawie pół roku pracuje, aby opłacić wszystkie podatki – te bezpośrednie, jak PIT i te pośrednie, jak VAT – zawarte w cenie dóbr konsumpcyjnych. Tego dnia łączny dochód przeciętnego podatnika, licząc od stycznia, zrównuje się z (przewidywanymi) zobowiązaniami podatkowymi na dany rok.

– Dzień wolności podatkowej sukcesywnie od lat przypada coraz wcześniej. To pozytywna informacja oznaczająca, że coraz krócej pracować musimy na własne obciążenia względem państwa. Oznacza to również, że więcej możemy przeznaczać na inne wydatki, np. konsumpcję. Niestety, wciąż daleko nam do niektórych państw, w których data ta przypada już w kwietniu (np. USA, Australia), czy też w maju (np. Hiszpania, Niemcy, Wielka Brytania). W Dniu Wolności Podatkowej warto jednak rozważyć nie tylko wysokość obciążeń obywateli względem państwa, ale również jakość świadczeń wzajemnych, oferowanych obywatelowi. Przykładowo w Norwegii, kraju z wysokimi zarobkami i szeroko rozwiniętą infrastrukturą socjalną, dzień wolności podatkowej przypada na koniec lipca) – stwierdza Piotr Szulczewski, analityk Bankier.pl.

Trudno jednak nie pokusić się o złośliwość. Blisko 22 lata ciężkiej pracy polityków na rzecz obywateli zaowocowało skróceniem okresu pracy tylko na podatki i inne daniny publiczne raptem o 3 tygodnie.

– Politycy od lat obiecują nam uproszczenie systemu podatkowego przy jednoczesnym podniesieniu jakości świadczonych usług publicznych dla ludności. Jest lepiej, ale to wcale nie tłumaczy opieszałości władzy w przeprowadzaniu niezbędnych reform. Tymczasem z wyliczeń Bankier.pl wynika, że proste dwukrotne podniesienie kwoty wolnej od podatku do 6182 zł spowodowałoby, że pracowalibyśmy na państwo przynajmniej 10 dni krócej – dodaje Łukasz Piechowiak, główny ekonomista Bankier.pl.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *