Życiówka w maratonie jest jak PESEL dla niebiegających

KŁTegoroczne biegi w Stolicy Dolnego Śląska odbywają się pod medialnym patronatem Radiowej Trójki. Podczas 4. PKO Nocnego Wrocław Półmaratonu z mikrofonem pracował jeden z redaktorów Programu Trzeciego – prywatnie także biegacz – Krzysztof Łoniewski. Poniżej krótka rozmowa z dziennikarzem Trójki.

Skąd wzięła się Pańska pasja biegowa?

Kilka lat temu, po ślubie wyprowadziłem się na wieś. Wcześniej, od dzieciństwa namiętnie kopałem piłkę z kumplami z warszawskiego Bródna. Po przeprowadzce odcięty od kumpli zacząłem tyć. Do biegania nie potrzebowałem towarzystwa i krok po kroku zaczynałem się wkręcać. Potem dostałem audycję w Trójce i już musiałem być wiarygodny ;-)

Bieganie to dla Pana i hobby, i praca – jeśli chodzi o Pańską audycje w Trójce. Da się bezproblemowo łączyć zawód i pasję?

Biegania sporo w moim życiu zawodowym. Jestem jednak ciągle także dziennikarzem sportowym. Lubię też inne dyscypliny i dzięki pracy w radiu mogę patrzeć szerzej. To jest fajne, bo na bieganie mogę patrzeć trochę z boku i hobbystycznie. Mało tego, od kilku lat przeplatam je z pływaniem. Wkręciłem się w pływalnie chyba nawet bardziej niż w bieganie.

W środowisku biegaczy panuje opinia, że wrocławski półmaraton ma specyficzny klimat – jak to wygląda według Pana, zdaniem dziennikarza?

To absolutnie wyjątkowa impreza. Mogę ją porównać rozmachem i aurą tylko z Biegiem Powstania Warszawskiego. Nie zgadzam się, że klimat wrocławskiego półmaratonu tworzy bieganie po zmroku. Miasto tworzy klimat. Iluminacje, gra światłem, no i energia od tysięcy biegaczy, którzy stają na starcie.

Jakie są Pańskie wrażenia po tegorocznym 4. PKO Nocnym Wrocław Półmaratonie? Czy bieg na dwukrotnie trudniejszym dystansie – 34. PKO Wrocław Maraton – może być równie popularny?

Znów się udało. Przyznam, że nie jestem specjalnie zaskoczony :-) No i zaczynam wierzyć w to co powiedział Wojciech Gęstwa. Zapowiada od jakiegoś czasu, że PKO Wrocław Półmaraton będzie największą imprezą tego typu w naszym kraju. Wygląda na to, że rzeczywiście tak się stanie. Jest pomysł, jest rosnąca imponująco frekwencja, no i jest to magiczne miasto nocą. Trzymam kciuki i nie sądzę, że w najbliższym czasie maraton mógł się równa liczbami z dystansem dwukrotnie krótszym. Nie wszyscy biegacze znajdą czas, a częściej ochotę na długie i żmudne maratońskie przygotowania.

Trasa 34. PKO Wrocław Maratonu jest w tym roku bardzo płaska i w większości zacieniona. Jakie ma to znaczenie dla biegacza? Czy w masowym miejskim biegu liczy się czas, czy uczestnictwo?

Gdy spotka się dwóch biegaczy i w rozmowie, któryś z nich się pochwali, że przebiegł maraton, drugi zapyta w jakim czasie to zrobił. Życiówka w maratonie jest jak PESEL dla niebiegających. Dlatego płaska i zacieniona trasa pod koniec lata to miły ukłon w stronę uczestników.

Radio bywa często nazywane „teatrem wyobraźni” – jak udaje się Panu opowiedzieć o emocjach związanych z biegiem na antenie?

Opowiadanie o emocjach związanych z bieganiem nie jest trudne. Często korzystam z najprostszej pomocy jaką są emocje biegaczy. Nagrywam, montuję i wypuszczam w eter ich wypowiedzi. Biegacze nie udają, są prawdziwi, a że jest ich coraz więcej wśród naszych słuchaczy to mamy do czynienia ze swoistym perpetuum mobile.

W jednym z wywiadów wspomina Pan, że „Biegam, bo lubię” – Pański program w Trójce – ma na celu zachęcenie ludzi do wysiłku fizycznego. W jaki sposób chce Pan to osiągnąć?

Z tego jednego powodu jesteśmy naprawdę dumni. Nie raz nasi słuchacze dali nam znać, że stali się biegaczami dzięki audycji „Biegam, bo lubię”. Nie ma dla Pawła Januszewskiego i dla mnie większego komplementu. Po to powstała nasza audycja. Mieliśmy wyciągać z domów słuchaczy i udaje nam się od lat zachęcać ich do spotkań pod naszym szyldem na lekkoatletycznych stadionach w całej Polsce. We Wrocławiu też działamy!

Na polskiej mapie biegowej pojawia się coraz więcej wydarzeń – czy krajowy rynek może się „nasycić”? Czy może pojawić się zastój lub regres jeśli chodzi o popularność biegania?

Największe imprezy biegowe nie notują już spektakularnych rekordów frekwencji. Z drugiej strony biegowy potencjał naszego kraju ciągle jest niewyczerpany. Biegaczy będzie z każdym rokiem więcej, tylko niekoniecznie przełoży się to na liczbę uczestników tych dużych imprez. Oni coraz częściej będą wybierać starty w swoich małych ojczyznach, a wielu z nich zostanie joggerami, którym imprezy biegowe nie są do niczego potrzebne.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.